Letnie popołudnie. Siedziałam na tarasie podziwiając zachodzące słońce.
Oparta o barierkę spoglądałam na pomarańczowe niebo, na wędrówkę słońca.
Wspomnienia powracały i nie dały o sobie zapomnieć. Właśnie dziś mijała pierwsza
rocznica ślubu. Pamiętam ten dzień doskonale.
Cudowna biała suknia, o której marzyłam od dzieciństwa, długi welon i
ten jedyny, książę z bajki.
Wiele razy myślałam dlaczego los był dla mnie tak
łaskawy, że pozwolił mi wyjść za Justina, w którym zakochałam się na zabój.
Oczywiście moje uczucia zostały odwzajemnione. Oczywiście nie mogę powiedzieć,
że zawsze jest idealnie. Wiele razy zdarzyło się nam pokłócić, raz nawet do
tego stopnia, że nie odzywaliśmy się do siebie przez parę dni. Ale jak to
mówią, nawet najlepszym się zdarza.
Tą pierwszą rocznice spędzałam sama. Justin, chociaż chciał, nie
porzucił kariery. Staje się coraz słynniejszy, zyskuje coraz więcej fanów.
Jestem z niego dumna. Robi to co kocha i nie będę mu tego zabraniać, ale przez
to brakuje mu czasu dla mnie. Nie chcę wyjść na egoistkę, ale brakuje mi jego
uścisku, dotyku. Oczywiście rozmawiamy przez telefon kilka razy dziennie, ale
to nie jest to samo.
Dzisiaj, po trzech miesiącach zobaczę swojego męża. Chociaż wyglądam na
spokojną i opanowaną, w duchu cieszę się jak dziecko z jego przyjazdu. Na ten
dzień czekałam dosyć długo, albowiem mam dla Justina mały prezent, który na pewno go zaskoczy.
Wróciłam do domu. Chciałam przygotować się na jego powrót, więc
postanowiłam ubrać się odpowiednio do okazji. Miał pojawić się dopiero o 20:00,
więc miałam jeszcze dużo czasu. Dobra, może nie było go tak bardzo dużo, ale w wzięłam
długą kąpiel, owinęłam ręcznikiem i zaczęłam suszyć włosy. Zakręciłam włosy, a
makijaż zrobiłam dosyć, hmm... nie był zbyt delikatny. Wyrazisty, to jest chyba
odpowiednie słowo. Z łazienki wyszłam po
około dwóch godzinach. Skierowałam się w stronę mojej garderoby. Wybrałam małą
czarną, na nogi założyłam ciemne rajstopy i do tego wysokie szpilki na
platformach.
Było już parę minut po 20:00. Zeszłam na dół i oczekiwałam przyjazdu
męża. Oczywiście mój mały upominek już czekał w salonie. Czas leciał bardzo
szybko. Wiele razy próbowałam skontaktować się z Justinem, ale bezskutecznie.
Już dawno powinien być w domu. – pomyślałam. Miałam złe przeczucia. Włączyłam
telewizor, bo miałam już dosyć czekania. Wszędzie mówiono o tragicznym wypadku.
Samolot wpadł w mgłę, chociaż próbowano ratować się wielokrotnie, rozbił się. Pasażerowie
nie mieli szans na przeżycie, wszyscy zginęli. Najbardziej szkoda mi było ich
rodzin, bo to naprawdę ogromny cios dla kogoś kto traci bliską osobę. Osobiście
sama znam ten ból. Kiedy miałam 10 lat straciłam ojca, który umarł na raka,
mama zginęła w wypadku trzy lata później. Do ukończenia 18 roku życia
przebywałam w Domu Dziecka, a następnie z odrobiną szczęścia poznałam Justina,
który był jedyną bliską mi osobą. Miałam tylko jego.
Nadal oglądałam ten program informacyjny. Były pokazane szczątki
samolotu. Dopiero, kiedy usłyszałam trasę lotu ludzi, którzy zginęli w tym
wypadku wszystko stało się dla mnie jasne. Do moich oczu napłynęły łzy. Nadal
nie mogłam w to uwierzyć. Samolot, który leciał z Warszawy do Toronto. To nie
mógł być zbieg okoliczności. Takim samolotem miał wracać Justin. I to, że nie
odbierał telefonów. Nie byłam jednak pewna w stu procentach, ale moje przypuszczenia
potwierdziły się. Kiedy usłyszałam z ust reportera „Na pokładzie znajdował się
słynny piosenkarz, Justin Bieber…” moje ręce się zatrzęsły. Wybuchłam
niepohamowanym płaczem. Zrozumiałam wtedy, że już nie ma go. Odszedł do Domu
Ojca. Nie zdążyłam mu nawet powiedzieć, że zostanie tatą. Byłby świetnym ojcem.
Za pięć miesięcy na świat przyjdzie dziecko, którym na pewno będzie się
opiekować z góry. Wiedziałam jednak, że chcę bym była silna i zrobiła wszystko, aby wychować nasze maleństwo tak, aby wyrosło na kogoś wielkiego i dobrego.
Nie mogłam tego zrozumieć i nadal nie mogę, dlaczego Bóg nas tak doświadcza?
~.~
Heloł Jeloł. Co tam u was skarby? Jak widać ja nie mogę NIE pisać. Męczyły mnie wyrzuty, że nic nie dodaję więc wyskrobałam takie oto coś. Krótki imagin. Muszę się przyznać, że przeczytałam pewne opowiadanie o One Direction, które było moją inspiracją. W ankiecie wiele osób głosowało, że chcą czytać opowiadanie o Justinie, ale były również osoby, które były przeciwko temu, pomysłowi, więc poszłam na kompromis. :) Dedykuję tego imagina mej koffanej Gosi, która ku mojej uciesze również planuje coś napisać. ♥ Oczywiście dziękuję składam również Weronice, za to że po prostu to czyta. Uwielbiam was! :** Za błędy ogromnie przepraszam. <3
Ok, nie zanudzam was. Chcecie więcej jednopartów czy wolicie opowiadania? Głosować w komentarzach.♥

dziękuje :* i zabije cię jutro jak mogłas mi to zrobic jestes okropna . Teraz przez ciebie becze . :(
OdpowiedzUsuńSupe. Ale jednak wole opowiadania ;**
OdpowiedzUsuńCzekam na następne imaginy ♥
OdpowiedzUsuńI love it
Więcej Jednopartów proszeee :D
OdpowiedzUsuń